Nie ma chyba bardziej irytującej rzeczy w Internecie niż kołcze i wszelkiej maści specjaliści od układania życia innym.
Dlatego o to jestem, żeby dołożyć cegiełkę do powszechnej irytacji.
Powoli zbliża się jesień, a to dla przeważającej liczby osób oznacza zbliżające się wybory.
Oczywiście, mowa o wyborach studiów i/lub ścieżki zawodowej dla tych po szkole ponadpodstawowej oraz wyborach parlamentarnych. Wydają się to tematy z różnych dziedzin, a tak naprawdę procesy decyzyjne są tutaj zbliżone, co postaram się wykazać. Oczywiście, wyłącznie moja opinia, badania w drodze. Nie jest to porada inwestycyjna itp. itd.
1. Wybieramy na podstawie powierzchownej oceny estetycznej
Nie wiem ile razy po debatach słyszałem:
„O ten ładnie i spokojnie się wypowiadał, mój faworyt”.
„Jego ugrupowanie się dobrze nazywa. Proponują prawo i sprawiedliwość, ja lubię prawo i chcę, żeby było sprawiedliwie, głosuję”.
Błąd jaki tutaj można popełnić to niedocenianie zespołu marketingowców (pijarowców?) stojącego za oprawą. Jak to się ma w przypadku studiów?
Na liście uniwersytetów też możemy znaleźć pięknie brzmiące, kwieciste opisy nowo utworzonych kierunków, które otwierają „morze możliwości”. W większości są one tworzone wyłącznie by przyciągnąć studentów (za którymi idą pieniądze) i stworzyć miejsca pracy kadrze nauczycielskiej. W obu przypadkach zalecam „MIEJ OCZY OTWARTE„. Sprawdź jak osoba głosowała w poprzedniej kadencji/co absolwenci mówią o tym kierunku i jaka jest kadra/program. Bierz pod uwagę fakty, a nie emocje, bo przez następne kilka lat ten wybór będzie miał impakt na przyszłość. Na LinkedInie przejrzyj oferty pracy – zobacz czy Twój wymarzony zawód starszego klepacza excela faktycznie wymaga studiów z archeologii i podyplomówki z socjologii. Ustal cele, założenia i na chłodno kalkuluj, komu chcesz oddać następne 4-5 lat swojego życia.
2. Idziemy za tłumem
Samotność jest niezbyt przyjemnym odczuciem. Łatwiej się znosi porażki wspólnie, niż w odosobnieniu. Problem polega na tym, że z kolei jedną z definicji sukcesu jest to, że potrafimy podejmować decyzje, które są w sprzeczności z oczekiwaniami większości. Rzadko się zdarza, że możliwości są tylko dwie. Tak samo partii kandydujących jest więcej, jak i możliwości po maturze. Może mniej popularne, nie dające nam możliwości identyfikacji ze środowiskiem, ale dlaczego nie bardziej przystających do tego czego chcemy. Tak, opcja rezygnacji z wyborów i studiów na rzecz innych metod zmiany rzeczywistości również może mieć mocne argumenty. Przypinanie sobie łatek nowoczesnego i progresywnego, czy prawnika po prestiżowej uczelni to często puste frazesy, które mogą ciążyć jak kotwica i nie pozwolą w pełni realizować faktycznego potencjału, czy nawet nie dają czysto subiektywnego szczęścia.
3. Brak własnego zdania
Kiedyś bym powiedział, że cytat Laski („Zapytaj siebie co lubisz robić i potem zacznij to robić”) to wszystko czego potrzeba. Potem zrozumiałem, że własne zdanie na jakikolwiek temat to coś co może zupełnie nie istnieć, lub być wypadkową przypadkowych zdarzeń (podziękowania dla Moniki). Ograniczając się do programów politycznych i presji społecznej – naprawdę możesz mieć poglądy nieprzystające do modeli. Masz realny fach w ręku i chcesz zostać stolarzem, bo research doprowadził Cię na styk opłacalności i pasji do tego miejsca. Proszę bardzo – zadbaj o środki finansowe i idź w to. Będą Ci wmawiać, że to coś złego, bo nie idą za tym studia i mgr przed nazwiskiem. Przestaną, jak oni będą szukać pierwszej pracy, a ty będziesz kończyć spłacać kawalerkę, trust me. Co do głosowania, poznaj kandydatów z regionu – serio, napisz do nich w swojej sprawie. Jeżeli są w stanie Ci szczegółowo odpowiedzieć i poświęcić Ci czas to będzie to jakaś wskazówka, że to nie kolejny pociotek/zapchajlista. Większość ma swoje biura, może jeszcze za free napijesz się kawy. Uważaj na przynależność partyjną, to kajdany, które rzadko da się ściągnąć.
4. Lepiej nie wiedzieć jak robi się politykę, parówki i magistrów
O iluzjach współczesnego świata pewnie powstało już kilka książek. Ja chciałbym skoncentrować się na aspekcie bycia off-grid. Wyścig w jakim bierzemy wszyscy udział biegnie donikąd. Na końcu i tak jest rozpad wszechświata, a po drodze jest tylko słaby rap i wygazowane piwo. Dlatego proponuję za jednym z byłych wykładowców UE we Wrocławiu – Karolem Fjałkowskim: rozsiąść się wygodnie i przestać biec. Wybory są codziennie. Głosowanie w wyborach to tylko jeden z przejawów życia politycznego. Wybór kierunku studiów to tylko kolejny krok na ścieżce kariery zawodowej. Studia/szkołę można zmienić, władzę poprzez protesty, uczestnictwo w trzecim sektorze również. W obu przypadkach można też wyjechać. Zachęcam do nietraktowania wszystkiego jak egzaminów w szkole. Z raz obranej ścieżki, zawsze można skręcić. Ja wiem, że ALE PiS, ALE ROK PRZEPADNIE. Tak, nie mówię, że nie będzie konsekwencji i że nie trzeba być odpowiedzialnym za swoje wybory/lub niepodjęcie działania. Ale to nigdy nie jest koniec świata. Warto się rozejrzeć, czy nie możemy własnymi rękami doprowadzić na szczeblu lokalnym do poprawy/poszukać kursów, lub online studiów i zdobyć potrzebne kwalifikacje samodzielnie. Czasami wystarczy stanąć z garem z gorącą zupą na Nadodrzu/ogarnąć zaopatrzenie lodówki społecznej na osiedlu by rozwiązać wiele ludzkich dramatów.
5. Nie wiem
Ja też nie, ale wiem jak się czujesz.
Powodzenia!