Wygazowane piwo codzienności
Z pewnością każdy doświadcza w swoim życiu czegoś co nazwałbym “potrzebą naracji”. Posłużę się od razu przykładem, żeby łatwiej było sobie wyobrazić to zjawisko. Jest późno, biegniesz z bliską osobą na ostatni pociąg do twojej miejscowości. Wokół tłumy ludzi, przeskakujesz między nimi, wbiegasz na przejście dla pieszych na czerwonym świetle. Ciągniesz ją za rękę, żeby za Tobą nadążyła. Wbiegacie w ostatniej chwili, jest dźwięk odjazdu. Ostatnie słowa, może pocałunek. Zdyszany, wpadasz przez drzwi i lądujesz na krześle. Szczęśliwy, że cel osiągnięty. Przeznaczenie tym razem oszukane. Brakuje tylko wzruszającego soundtracku.
I co? I nic, pociąg stoi.
Przez następne 5 minut, bo coś się zepsuło na torach, albo taki kaprys kolejarskich bogów słynących ze zsyłania nieszczęść na tych którzy wybiorą ten środek transportu. Siedzisz i może jeszcze machasz drugiej osobie stojącej na peronie. I może wypływa delikatne poczucie, że oto życie znowu gra na nosie. I być może właśnie wtedy (i czym chciałbym się szerzej zająć w tym tekście) pojawia się myśl, że z naszą percepcją jest coś nie tak. Tak jak kiedyś sądzono, że wokół Ziemi krąży cała reszta kosmosu i odrzucono dogmat o heliocentryzmie. Tak teraz Ty siedzisz na twardym siedzisku, pośród innych ludzi z małym Kopernikiem w głowie, który szepcze, że wcale nie jest tak, że jesteś w centrum tej historii. W tym kontekście, czasami ludzie powtarzają, że “życie to nie film”, kiedy chcą przekazać, że ich życie nie wyszło po ich myśli i żeby się zbytnio pozytywnie do niego nie nastawiać. Ale ja bym ubrał to inaczej. Życie to jest film, tylko nie o nas samych.
Konkluzja nieco dołująca i odbierająca sprawczość, bo przecież nasz mózg i nasze zmysły podpowiadają nam coś zupełnie innego. Jesteśmy w centrum, wszystko odbieramy w pierwszej osobie. Trudno jest przyjąć w takich warunkach fakt, że jesteśmy ledwie statystami, tłem dla rozgrywających się wydarzeń. I to jeszcze nie daj buk, w słabym filmie klasy B o charakterze komedio-dramatu. Karmieni w dzieciństwie idealistycznymi obrazami, teraz pijąc to wygazowane piwo codzienności może pojawić się gorycz, zawód i rozczarowanie.
Ale niepotrzebnie.
O odbiorze otoczenia i perspektywie
Znowu posłużę się przykładem. Świetlica. Dwójka dzieci przychodzi się pobawić, czekając zanim odbiorą ich rodzice. Pierwsze dziecko wchodząc widzi swoją sytuację negatywnie. Ma tylko godzinę, bo mama zaraz wróci. Komplet klocków Lego jest wybrakowany i pomieszany z innymi zestawami. Dookoła są sami obcy i na domiar złego jest produkująca traumatyczne wspomnienia wykładzina, taka sama jak w żłobku, do którego te dzieci uczęszczały. Drugie dziecko przychodząc zobaczy tę sytuację odwrotnie. Klocki w zestawie są różnorodne, więc mogę ułożyć coś zupełnie niestandardowego, czego nie mam w domu. Nie muszę zbytnio się do tego przykładać, bo mam tylko godzinę, więc zwyczajnie będę czerpać z tego przyjemność. Są nowe dzieci, więc może uda mi się spotkać kogoś nowego, kto zostanie współtowarzyszem/ką zabaw przy następnych wizytach w świetlicy. A że świetlica jest duża, mogę iść się bawić równie dobrze na podłodze, unikając negatywnych bodźców.
Oboje dzieci różni wyłącznie perspektywa w jaki patrzą na otoczenie. W dzisiejszej dobie bardziej indywidualnych narracji niż powiedziałbym nawet, kiedykolwiek wcześniej, mamy swobodę kreacji tej perspektywy. Możemy uwolnić się z bezsensownych oczekiwań i zacząć wiele rzeczy w swoim życiu ustawiać po swojemu. Do przeżywania pięknych chwil wcale nie potrzebujemy Hansa Zimmera, a do codziennych dawek adrenaliny Quentin Tarantino również będzie nam zbędny. Światła reflektorów w tym przypadku tylko oślepiają, a ryk orkiestr nie pozwala skoncentrować się na szumie wentylatora w gorącym pomieszczeniu. Nie napiszę nic odkrywczego jeśli powiem, że właśnie w tych małych, zwykłych rzeczach tkwi coś co zupełnie nas może pochłonąć i zauroczyć światem ponownie, na choćby milisekundę. Sam fakt, że ktoś ustąpi miejsca w tym pociągu. Że ma się z kim biec na ten peron. I policjant przymykający oko na to czerwone światło. I gdy ta osoba nie odchodzi z tego peronu, a ty się czujesz głupio. To też oznaka, że ktoś o Tobie myśli i czeka czy ten pociąg w ogóle pojedzie, czy nie zamówić Ci taksówki. Wszystko ma znaczenie, tylko trzeba mieć oczy szeroko otwarte, żeby dostrzec ich znaczenie i doniosłość, mimo, że nie dają się uchwycić w ładnych klatkach filmów, gotowych na duży ekran. Życie może być filmem, tylko trzeba chcieć i mieć odwagę się zmierzyć z każdą sceną. I szukać ich, zwłaszcza gdy wydaje nam się, że film w którym jesteśmy jest puszczony na 2x. A samo osiąganie wielkości również podlega temu zjawisku relatywizmu. Nie zawsze mierzenie wysokości swojej roli musi być od poziomu gruntu. Samo pozostanie człowiekiem dla innych, w ich oczach, może pozycjonować Cię do roli pierwszoplanowej w ich własnych produkcjach. I to mogę jedynie podsumować słowami “wszystko jest kwestią perspektywy”.