Piękni dwudziestoletni

Często się mówi, że okres dwudziestoletni w życiu człowieka jest tym najlepszym. 

Że nie można tych lat przegapić, bo wtedy dzieje się najwięcej. Że jest to czas dużej swobody, ciągłej i dzikiej ekscytacji czymś zupełnie nowym i odkrywania – czy to nowych zakątków świata, czy próbowania nowych czynności skoncentrowanych bardziej na świecie wewnętrznym. Dla mnie to brzmiało bardzo zachęcająco. Tak samo jak reklamy biur podróży, które zawsze ciepłe kraje reklamują plakatowymi: piaskiem, słońcem i palmami. Podekscytowany wsiadasz do samolotu i gdy w końcu docierasz na miejsce okazuje się, że cały wyjazd leje i jest tylko 15 kresek powyżej zera, bynajmniej nie temperatury wody w morzu.


No cóż, mam odmienne zdanie.


Pamiętam, jak mając 23 lata otwierałem oczy i moje nowe doświadczenia ograniczały się raczej do pobijania kolejnych rekordów w poziomie poczucia zagubienia. Nie wiedziałem co chcę robić z życiem. Wszystko wydawało się niezwykle przytłaczające, bo ciążyła na mnie przecież odpowiedzialność: MUSZĘ COŚ ROBIĆ, ŻEBY NIE SPAPRAĆ MOJEGO NAJLEPSZEGO CZASU. Podejrzewam teraz, że w tym samym okresie w swoim życiu czuje tak zdecydowana większość osób. Kończy się edukacja, studia, które organizowały życie. Harmonogram dnia, ludzie z którymi się spotykasz, wydarzenia, tożsamość studenta. Kończy się ten etap, zaczyna etap szukania pracy. Bycia nikim. Stażystą. Ostatnim z łańcucha w etatowej dżungli. Samotnym i odizolowanym, bo poszukiwanie pracy czy wyjazd na studia to w Polsce wyjazd z rodzinnego miasta. Rozpadają się długoletnie znajomości, kontakt z rodziną staje się rzadszy, a znajomi na ulicy stają się obcy. Po raz pierwszy, większość decyzji, które podejmujemy wydają się dużo bardziej własne. Pojawiają się pytania – co ja tak właściwie lubię robić? Jakie mam cele, ambicje? Co mam robić po robocie? Który market ma najlepsze przełożenie w trójkącie wartości odległość – jakość – cena? I na dodatek słyszysz właśnie to społeczne wołanie. Najlepszy czas, najlepszy czas, najlepszy czas… Najbardziej istotne decyzje, najwięcej wyborów, najszybsze osiągnięcia.


Czemu się nie cieszysz?

Mam wrażenie, że może przesadzam. Obecnie jest tyle możliwości, tyle rzeczy, które można robić. Odpalam Instagrama i przecież widzę. Są! Są ludzie, którzy dawno odkryli co chcą robić w życiu i ten czas przechodzą suchą stopą, trzymając się ciągle swojej pasji, która co rano napełnia im płuca, a może i nawet kieszenie. Ale dla nas? Dla tych, którzy są w ankietach oznaczani jako „niezdecydowani” odpowiedzi nie są takie proste. A już tym bardziej, gdy wokół siebie widzisz wieżowce ludzi na „TAK” i „NIE”. Przytłoczony tym wszystkim, siadasz i po prostu nic nie robisz, bo dorównanie naszym wyobrażeniom na temat innych jest jak rozplątywanie słuchawek. I wiem o tym doskonale, bo nawet zabranie się do pisania tego tekstu kosztowało mnie 2 godziny samego przekonywania siebie, że coś mi się uda wyskrobać. Pomimo, że lubię to robić. Odrzucony przez potencjalny, niezadowalający rezultat i ilość pracy, którą trzeba będzie poświęcić, jestem nieustannie wpędzany w objęcia prokrastynacji. Trochę pokój bez drzwi i okien przez które można uciec.


I co teraz?

Nie wiem. Osobiście, usiadłbym wygodnie w fotelu, wyłączył social media, zamiast tego włączył utwór Małych Miast (https://www.youtube.com/watch?v=2Iuzeb7ePx0) i zaczął oddychać, bo z tego stresu można łatwo o tym zapomnieć. 


Tak samo jak zapomnieć co sprawia radość i czego nam w życiu brakuje. Jeżeli miejsce gdzie jesteśmy nie pozwala nam się skupić to wyjedźmy. Gdzieś gdzie jest inaczej, ładniej i można spojrzeć dalej, a może przy okazji spotkać takich jak my. I może się bardzo wiele zmienić, a może tylko trochę, i dalej nie będziemy znali odpowiedzi na dręczące nas pytania. Trzeba ten stan zaakceptować i zrozumieć, że to część nas, bo szczęście to czysto subiektywny efekt uboczny różnych działań. W dużej części zależny od naszej percepcji. Tej obecnej, a nie przyszłej, czy przeszłej. Dlatego trzeba sobie pozwolić na wszystkie uczucia i próbować. Postępować jak w przypadku rehabilitacji po wypadku.


Nie forsować się, tylko stopniowo przywracać krążenie we wszystkich kończynach i odnajdywać pozytywne emocje w kolejnych czynnościach, które wykonujemy i stawiać sobie cele w naszym zasięgu. W ten sposób dzień po dniu, tydzień po tygodniu, będzie coraz lepiej. Z czasem przestanie nas to obchodzić kiedy ma być najlepszy dla nas czas. 


Odpowiedź „NIE WIEM” w świecie tysiąca możliwości to akt poszukiwania, a nie ucieczka. Bo dlaczego nie zadawać tego pytania codziennie? 

I codziennie udzielać odpowiedzi.