Plan na medal
To będzie jeden z bardziej osobistych wpisów i długo się zbierałem, żeby go napisać. Nie pamiętam kiedy dokładnie doszedłem do tej refleksji. Możliwe, że kiedy pierwszy raz usłyszałem w piosence Taco Hemingwaya – “Tylko po drugiej stronie wreszcie ktoś ci medal wręczy”.
To zdanie utkwiło mi gdzieś głęboko, żeby powoli kiełkować i stopniowo kruszyć skały mojej niezachwianej pewności o tym, że mam świetny plan na swoje życie. Zdecydowałem się to zawrzeć tutaj, bo mam wrażenie, że wiele osób przeżywa podobny schemat.
Mianowicie:
Najpierw, ustala sobie w przyszłości pewien cel. On powoli urasta do rangi osobnej rzeczywistości, umieszczonej w przyszłości. Z celu przeradza się w wizję. Wielką przestronną przestrzeń, która nie zawiera już tylko punktu, ale wszystkie oczekiwania, obietnice i w końcu nadzieje na odmianę tego co jest obecnie. Przedostatnią fazę nazwałbym etapem wyprowadzki. Ten pieczołowicie konstruowany pałac staje się mieszkaniem do którego wyprowadza swój umysł, mimo, że jest wyłącznie wyobrażonym planem. Plan staje się azylem i azymutem jednocześnie. I wtedy zaczyna się zjawisko o którym piszę – ten cel jest najczęściej bardzo ambitny, odbiera chęci na inne poszukiwania i zaślepia na wszystko inne, a stosik nagród, który obiecuje jest tak bardzo hipnotyzujący, że wydaje się odpowiedzią na wszelkie trapiące nas pytania.Wtedy właśnie zaślepia i gubi, czyni krótkowzrocznymi na życie w teraźniejszości.
Człowiek przestaje doceniać swoje otoczenie, codzienne drobiazgi i znajomości. Odkłada wiele rzeczy na później, bo przecież przyjdzie w końcu ten magiczny czas, kiedy osiągnie swój wyśniony scenariusz i czas się skończy, a on stanie się kimś zupełnie innym. Innym człowiekiem, z innymi możliwościami.
Tylko co jeśli tak naprawdę na końcu jest ślepa uliczka?
Gorączka złota
Zabawmy się w sesję terapeuteczną. Dla jasności przyjmijmy, że celem naszego pacjenta jest osiągnięcie określonego poziomu bogactwa. Czy pieniądze go uratują? Oczywiście, zwiększą komfort życia, ale czy zapewnią spełnienie i sprawią, że będzie wiecznie radosny? Pieniądze wydają się w naszej rzeczywistości kluczem do szczęścia, a jednak częściej przypominają narzędzia. Łom, który pomaga nam otwierać to co przed nami zamknięte, ale też młotek, który źle użyty może rozbijać i roztrzaskiwać.
Nikt kto buduje coś samodzielnie w swoim ogrodzie nie powie, że potrzebuje więcej młotków.
Tym bardziej jeśli nie wie nawet co buduje.
I jeżeli pacjent ciągle mówi o tym, że zacznie budować wtedy kiedy już go będzie stać na Ferrari Testarossa to tak naprawdę ucieka. Praktykuje zwykły eskapizm.
Osiąganie kolejnych poziomów bogactwa prawdopodobnie będzie narzędziem kolejnych ucieczek. Planowane zerwanie z alkoholizmem może przybrać jedynie kosmetyczną zmianę wzorca konsumpcji, z “pospolitej” wódki na 12-letnią whisky, a naprawa relacji z bliskimi kupowaniem ich czasu i uwagi drogimi prezentami.
Wyścig z sobą samym
Do problemu ciężko mi się odnieść jednoznacznie, nawet jeśli poprzednie zdania wskazują, że jestem krytyczny. W ogarniętym chaosem życiu, konkretna wizja przyszłości może być strukturyzująca. Budująca rzeczywistość w taką stronę by mogła się ziścić. I co najgorsze, odpowiedzią jest rozczarowująca każde dziecko prawda o tym, że na koniec tej bajkowej przygody nie będzie żadnego skarbu, bo skarbem była droga i fantastyczne znajomości, które zawarło się po drodze do niego. A my chcemy przecież wierzyć, że na końcu czeka nas odkupienie, albo chociaż brawa i gołąbek odlatujący do nieba.
Tymczasem droga to 40 lat korpo na 8:00 rano, kredyt i skręcanie mebli z Ikei (no offence). I ja doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Uczulam tylko, by być uważnym i się rozglądać. Oddychać głębiej i częściej zatrzymywać ten pędzący pociąg donikąd. Nie dawać się sobie wmówić, że kiedyś to będzie lepiej i zostawiać rzeczy na później.
Trzeba zacząć funkcjonować teraz.
Po kolei dzień po dniu, tydzień po tygodniu.
Czytać zaległe książki, odwiedzać dawne znajomości, mówić słowa, które zostawiasz na specjalne okazje.
Bo jeśli jest okazja to nie jest jeszcze za późno.
Ale prawdopodobnie jest później niż myślisz.