Portret na płótnie
Skończenie 30 lat to wydarzenie w wielu życiorysach raczej przyprawiające o ból głowy i mimowolne drgawki niż powód do świętowania. Nie jest w stanie konkurować z 18tką, gdy jubilat otrzymuje prawo nazywania się dorosłym i prawne zezwolenie na czynności dorosłym przyrodzone. Największe emocje oczywiście wiążą się z licencją na zatrucie swojego ciała alkoholem, prowadzeniem samochodu i oglądaniem pornografii. Niekoniecznie w tej kolejności. Emocje jednak nie tak ogromne, gdyż większość z tych czynności, jak wynika z danych, i tak odbywa się przed osiemnastą wiosną. Zabawną ciekawostką jest, że współżycie może legalnie zajść już w wieku 15 lat. To oznacza, że pomiędzy 15 rokiem, a 18 trzeba zgasić światło? Wracając, 30 lat raczej nie jest wyczekiwane. Bliżej mu do jubileuszu refleksji i nostalgii. Za tym co było, ale też i za tym co nie nastąpiło, bo przecież większość utalentowanych sportowców raczej kończy kariery w tym wieku niż je zaczyna. Gdzieś wkrada się rachunek sumienia i robią podsumowanie. I myślę, że wtedy przeplata się przez mózg myśl pod tytułem “zrobiłem za mało”. 30 letni człowiek to osoba, która wątpi we własną sprawczość.W ekstremalnych przypadkach popada w marazm i być może przeklina współczesne warunki i życia i postęp nauk medycznych, że jego życie jest wyceniane na jeszcze 2 razy tyle. Ciężar własnych porażek trzeba nosić cały czas ze sobą. Jedynym widocznym wyjściem z takiej sytuacji jest zwyczajnie odpuścić. Myślę, że trzydziestolatek powinien już wiedzieć, że życie to nie wyścig o kolejne trofea, a bliżej mu do maratonu, w którym nie raz zdarzy się potknięcie. Nie ma tutaj mowy o odpuszczeniu, na zasadzie spoczęcia na zwiędłych już laurach, żebyśmy się dobrze zrozumieli. Z każdym dniem trzeba się zmierzyć. Wstać, chociaż kolana już dają o sobie znać. Nadal jest kawał drogi do przejścia. Tego nikt za nikogo nie zrobi. “Tak, tak. Ten w lustrze to niestety ja. Ten sam…”
Życiowy sequel
Skoro swoje trupy w szafie mamy za sobą, można się zabrać za drugą część podsumowania (rozczarowania). Tym razem wzrok pada na zewnątrz, na otoczenie. 30 lat to kawał czasu, żeby się zorientować jak zwariowaną okolicznością potrafi być miejsce w którym się funkcjonuje. Ile szyldów dookoła wystarczy podrapać zaledwie paznokciem, by odpadła wierzchnia farba. Wspomniany wcześniej alkohol z miłej substancji zmiękczającej i rozweselającej stał się dla wielu zgubą, a nikotyna i kawa jedynym kopem energetycznym by ciągnąć ten wózek dalej, pomimo niepokojących sygnałów jakie wysyła własne ciało. Wolność kojarzona z samochodem staje się wyznacznikiem pustego luksusu i ukrytym pożeraczem funduszy. Szlachetne idee, wielowiekowe tradycje okazują się pustymi frazesami, tronami dla nielicznych i pretekstami do podziałów między ludźmi. Wyczekiwana wolność po latach edukacji dla młodego umysłu zderzeniem czołowym, porównywalnym ze zwolnieniem z odsiadki i próbie nadgonienia pędzącej rzeczywistości, która z całą mocą uderza zestawem nowych powinności.
Rozczarowanie światem wynika tutaj głównie z ciągłej pozycji jako przedmiot. Państwa, instytucji finansowych, oczekiwań społecznych, innych ludzi, konsumpcyjnej pogoni za nieustannym rozwojem. Od tego nie da się uciec, nigdy w całości. Jest takie powiedzenie, które świetnie oddaje tę sytuację – “możesz nie interesować się polityką, ale polityka zawsze interesuje się tobą”. Absolwent politologii pewnie by podsumował, że “wszystko jest polityką”. Umiejętnością, a również refleksją, której w moim osobistym mniemaniu powinien doświadczyć świeżo upieczony 30 latek to dążenie do własnej podmiotowości. Demaskowanie fałszywych uśmiechów tam gdzie to konieczne i niezdolność do bycia uprzedmiatawianym. Nastoletni bunt powinien trwać, a świadomość mechanizmów rządzących rzeczywistością być nieustannie żywa. Miłe słowa o kulturze akceptacji i tolerancji wygłaszane przez tych u władzy, prywatnej czy publicznej, traktować z odpowiednią rezerwą. Żądać słów na piśmie, a i tak na wszelki wypadek nagrywać telefonem. Rezerwa w ogóle najlepiej jakby dotyczyła wszystkiego co według innych jest pewne. 30 lat to dostatecznie dużo, żeby na własnej skórze się przekonać, że “Jeśli jest więcej niż jeden sposób wykonania (…) i jeden z nich skutkuje katastrofą, to ktoś zrobi to w ten sposób” (Prawo Murphy’ego)”.
Światełko w tunelu
Wiele z tych zdań trąci pesymizmem, ale zaręczam, że to czystej wody realizm. Wiarę w to, że może być lepiej trzeba mieć zawsze. Warto dekonstruować powszechne mity, bo tylko w ten sposób można zrobić miejsce na coś nowego, być może lepszego. Wytyczanie kolejnych ścieżek jest szalenie istotne, nieważne czy ma się 18, czy 30, czy 60 lat. I można to robić nie tylko dla siebie, ale też dla świata, bo ostatecznie składa się on z ludzi, którzy też mieli, mają, lub będą mieli 30 lat. Wpływ może być na tyle znaczący, że będzie o jeden fałszywy uśmiech mniej i może o jeden prawdziwy więcej, a to już ogromny sukces.
W tym zadaniu wybór jest zawsze.
Czas również.