Żarty z oszczędzania
Dość często w mediach społecznościowych przewija się temat oszczędzania na mieszkanie. Pomijam sens takich dyskusji przy obecnej sytuacji ekonomicznej. Natomiast bardzo często w tych wymianach zdań padają zarzuty, zazwyczaj od tych starszych wiekiem i posiadających, do młodych i nieposiadających własnego m3, że gdyby “nie kupowali kawy w „Starbucksie” to by mieli pieniądze na mieszkanie”. Oczywiście, te stwierdzenia padają w przeróżnych wersjach i kombinacjach. Myślę, że polskie realia to bardziej „Frogshopy” i energetyki, ale to nieistotne szczegóły. Za to przypomniał mi się pewien dowcip opowiadany w zupełnie innym celu, przy okazji walki z nałogami, a bezpośrednio, jak się okazuje ze zjawiskiem drogich mieszkań związany.
Idzie tak:
Palisz?
– Tak.
– Ile paczek dziennie?
– Trzy.
– Ile kosztuje jedna?
– Dwanaście złotych.
– Od dawna palisz?
– Od dwudziestu lat.
– Uśredniając wydajesz trzydzieści sześć złotych dziennie na papierosy, co daje trzynaście tysięcy sto czterdzieści złote rocznie. W ciągu ostatnich dwudziestu lat wypaliłeś dwieście sześćdziesiąt dwa tysiące osiemset złotych. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że kiedyś papierosy były tańsze, nie uwzględniamy przecież kosztów inflacji. Możemy więc założyć, że to faktycznie przybliżone wydatki?
– Zgadza się.
– Czy wiesz, że gdybyś odkładał te pieniądze w banku na oprocentowanym rachunku oszczędnościowym mógłbyś kupić sobie za to nowiutkie Porsche?
– Palisz?
– Nie.
– Gdzie Twoje Porsche?
Palenie jest szkodliwe i z tym nie ma wątpliwości. Natomiast, i w jednym, i drugim przypadku możemy sobie zadać pytanie – gdzie są te zaoszczędzone pieniądze? Otóż, gdy przeanalizujemy przeciętne wynagrodzenie w Polsce, zmianę cen paczek papierosów i ich wzajemny stosunek zobaczymy, że w przykładowym roku 1995 palenie 3 paczek Klubowych z filtrem dziennie to był wydatek 6 zł, w miesiącu 180 zł. Biorąc pod uwagę, że przeciętne wynagrodzenie w tamtym okresie to 702,62 zł miesięcznie dostajemy zawrotne prawie 26% naszego przychodu. Z kolei w 2022 cena paczki to 15 zł, w miesiącu 3 paczki dziennie 1350 zł, a wynagrodzenie 6346,15 zł co daje już trochę mniej – 21% całości wynagrodzenia. Te liczby jednak są niczym w przypadku nieruchomości. W 1995/96 można było kupić 50m2 mieszkanie w dużym mieście wojewódzkim za cenę od 1400 zł za m2. To samo mieszkanie teraz potrafi osiągać cenę 12 000 zł/m2. Gdy prześledzimy stosunek przeciętnego wynagrodzenia okaże się, że tak jak wtedy, tak i teraz wartość paczki papierosów to 0,125% wartości ówczesnego i teraźniejszego JEDNEGO METRA. To oznacza, że nałogowe palenie przez 10 lat kupi nam w najlepszym wypadku 13,5 m2. Skumulowana inflacja zaokrągli nam to poniżej 10 m2.
Deflacjoterapia
Konkluzją tego tekstu nie jest oczywiście zachęcanie do pozostawania przy swoich nawykach. Zwłaszcza, gdy wydają się szkodliwe dla zdrowia, a nawet życia. Problem jaki tutaj jest to przerzucanie odpowiedzialności za sytuację gospodarczą na barki kupujących kawę, czy swoją dawkę nikotyny w najbliższym sklepie, zamiast na fakt, że w obecnym stanie gospodarczym, hołubionym przez społeczeństwo oszczędzaniem w postaci ciułania do skarpety można sobie co najwyżej zmarnować bezpowrotnie własny czas i zdrowie, nawet prędzej niż od szkodliwego dymu w papierosach. Inflacja bowiem, powodowana między innymi przez luźną politykę fiskalną państwa, sukcesywnie, rok za rokiem, zabiera wartość z tego co wielu uznaje za niezmienne – wartość pieniądza trzymanego we własnym portfelu, a bardzo często z tym idącą wartość włożonego trudu w pracę za którą otrzymali wynagrodzenie. Proste zależności, gdzie ciężka praca jest wynagradzana, a środki pieniężne zdeponowane w banku leżą bezpieczne, stają się w ten sposób zwykłą iluzją. W takiej rzeczywistości kupienie pierwszej nieruchomości zawsze wiąże się z zadłużeniem, kredytem wziętym by próbować obrócić inflację na swoją korzyść, płacąc jednocześnie słoną cenę pośrednikom, którzy sami również biorą udział w utrzymaniu inflacyjnego charakteru gospodarki. Bo co z tego, że stosunek papierosów do przeciętnego wynagrodzenia OBECNIE jest zbliżony do tego jak było 30 lat temu, skoro pensja zarobiona 30 lat temu obecnie starczyłaby na niespełna 47 paczek co nie pozwoliłoby palaczowi, czy analogicznie kawoszowi nawet kontynuować swojego nałogu w niezmienionej formie. Dlatego nie sądzę, by ani teraz, ani wcześniej, taka jednorazowa “rozpusta” byłaby w stanie zmienić cokolwiek. Za to dyscyplina w finansach publicznych i deflacjoterapia jak najbardziej.
Na zdrowie!