Naturalne przejawy ludzkiej aktywności
Tak jak taniec, podążanie za pragnieniem do ekspresji własnego “ja” w formie różnych przejawów szeroko pojętej sztuki, czy kultury, tak zadawanie sobie pytań jest częścią bycia człowiekiem. Jasne, dzisiaj sztuka nam się bardziej kojarzy z usystematyzowaną formą pracy, z historią, zasadami i kanonem. Ale kiedy jeszcze nie było takiego dynamicznego przepływu informacji, i instytucji pilnujących kto może nazywać się “artystą”, przejawy ludzkiej ekspresji były tym samym co poruszanie się – każdy robił to w indywidualny dla siebie sposób. Z pytaniami poniekąd jest tak samo. Mamy obecnie usystematyzowany tok ludzkiej myśli. Naukę próbującą odpowiadać na pytania i historię ich zadawania w postaci filozofii. Jednak tak jak i sztuka pierwotnie była wolnym przejawem funkcjonowania człowieka, tak nadal pozostają pytania wolne od odpowiedzi. A my, jako ludzie, naturalnie i uwarunkowani genetycznie, do bycia ciekawymi, jesteśmy głodni wiedzy. Wiedzy co jest za tamtym pagórkiem, za tamtym morzem, oceanem i poza naszą planetą. Czy coś jest, czy czegoś nie ma. Skąd przychodzimy, dokąd idziemy i tak dalej. I bycie w tym zawieszeniu braku odpowiedzi prowadzi często do poczucia skrajnego wyczerpania. Bo jak żyć w świecie bez znajomości kontekstu? – można by było zadać kolejne pytanie. Na to ludzkość wymyśliła bardzo wiele odpowiedzi, część nawet płatnych w postaci kursów i książek. Część “bezpłatnych” (nie pieniędzmi) jak religie, doktryny polityczne i kulty. Moja odpowiedź na to pytanie jest dużo prostsza – nie da się. A potem jako hipokryta – żyję dalej.
Rozbitkowie na morzu beznadziei
W latach 1914 – 1916 była niesławna brytyjska wyprawa transantarktyczna (https://pl.wikipedia.org/wiki/Imperialna_Wyprawa_Transantarktyczna), która miała na celu przejście Antarktydy drogą lądową. Główny kierownik wyprawy miał na swoim koncie o wiele bardziej fortunne ekspedycje, jednak ta zasługuje na wyróżnienie z tego względu, że wszystko w niej poszło nie tak i nie zrealizowano żadnego z postawionych celów. Wszystko pokrzyżował pak lodowy, który uwięził statki, a załogę zmusił do przemierzania lodowej pustyni i wspinania się na szczyty ludzkich możliwości przetrwania, by ostatecznie wylądować na małej skutej lodem wyspie, gdzie jedyną nadzieją na ratunek była szalupa wysłana przez prawie 1300 km oceanu do najbliższej ludzkiej osady wielorybników. Pomimo beznadziei i nieludzkich warunków termicznych zimy antarktycznej ci ludzie przetrwali na Elephant Island całe 105 dni żyjąc pod dwoma odwróconymi dnem łodziami. W tych ekstremalnych chwilach czytali nieliczne książki, organizowali wieczory ze śpiewami przy akompaniamencie jedynego banjo, opowiadali historie i żartowali. Ostatecznie zostali uratowani przez czwartą próbę dotarcia do nich przez statki ratunkowe z Uzbekistanu sprowadzone przez Shackletona, kierownika wyprawy i wcześniej wspomnianej szalupy.
Absurdyzm sytuacyjny
Czy przypadkiem my też nie jesteśmy tacy sami jak ta załoga? Kompletnie przemarznięci, na kruchym lodzie z płonną nadzieją, że to się kiedyś zmieni? Czy nie zadajemy sobie tych samych pytań – co my tu właściwie robimy? Zostaliśmy wrzuceni w ten moment historii, w tę rzeczywistość i w te ograniczone ciała. I oczekuje się od nas, że sobie z tym poradzimy. Tym właśnie jest ścieżka hipokryzji. W obliczu niesprzyjających warunków pozostać absurdalnie tym co czyni nas człowiekiem. Po francusku – pełnym pasji, wolności i uporu. Pasji do tego, żeby codziennie szukać jakichkolwiek przejawów pozytywów własnej egzystencji. Wolnym by samemu kształtować to co nas otacza i przynosić innym i sobie nadzieję wynikającą wyłącznie z naszego własnego działania. Z uporem przeciwstawiając się nawałnicy przeciwności, robiąc bezmiaru nieszczęścia na przekór. Nic nie jest wieczne i może nigdy nie zrozumiemy w trakcie naszego życia po co tu jesteśmy. Żyć absurdalnie to tym bardziej żyć jeszcze bardziej i patrzeć niewygodzie prosto w oczy, żeby to jej zrobiło się niewygodnie. Dlatego wbrew zarzutom pozostanę hipokrytą na dłużej. Bo w mojej ocenie to jest właśnie koło zamachowe i ciężar naszej wolności, by pozostawać o zdrowych zmysłach, gdy wszystko dookoła wydaje się szaleństwem. I mimo, że nie mam odpowiedzi na większość z trapiących mnie pytań, nie przestanę oddychać i tworzyć, samemu manifestując paradoksalny sens w bezkresie nielogicznego bezsensu.