Czy mamy w życiu trudniej?

Ostatnio miałem w sobotę trochę więcej czasu, więc zabrałem się do kuchennych (r)ewolucji i odpaliłem radio. Nie wiem, czy to przez zamiłowanie do poruszania swojego umysłu jak największą liczbą bodźców, czy może przez zakurzone przyzwyczajenie z czasów dzieciństwa. W każdym razie mimochodem słuchałem kolejnych reklam, nieśmiertelnych piosenek i faktów, aż w końcu pomiędzy obieraniem warzyw a nastawianiem rosołu spiker zapowiedział audycję pod tytułem “Czy młode pokolenie ma dzisiaj trudnej?”. Mój radar kontrowersyjnych tematów od razu się uaktywnił. Przerwałem wszelkie czynności i oddałem się słuchaniu. Postaram się zawrzeć tutaj wszystkie wnioski, które mi się spodobały i do których mogę dodać komentarz.


Audycja była rozmową pomiędzy dziennikarzem a socjolożką. Na otwarcie padło pytanie, czy młodzi mają gorzej, wchodząc po studiach na rynek pracy. Socjolożka od razu wskazała, że jest to źle postawione pytanie i że młodzi ludzie są najczęściej aktywni zawodowo już w trakcie studiów. Oceniła to negatywnie, punktując chroniczny brak czasu i podejmowanie zbyt wielu kierunków studiów na raz. Z tym punktem się zgadzam. Obecnie dyplom licencjata czy magistra nie przedstawia zbyt wielkiej wartości na rynku pracy. Próżno również szukać na uniwersytetach możliwości zdobywania nowych umiejętności.


Największym atutem studiowania są sami studenci. Możliwość wymiany doświadczeń, budowania wspólnych projektów i zawierania długoterminowych przyjaźni. Dzieje się to obok głównego planu zajęć, nie widnieje w sylabusie, nie stanowi obowiązku i może dlatego nadal jest tym powodem, dla którego warto zdobywać wyższe wykształcenie. Aby doświadczyć atmosfery studiowania i nawiązać relacje, nie potrzebujemy drugiego kierunku studiów. Jeden w zupełności wystarczy.


Oczywiście wyższe wykształcenie zapewnia również szybsze dojście do 26 dni płatnego urlopu (8 lat za wykształcenie wyższe + 2 lata pracy na UoP gwarantują ten fantastyczny przywilej). Dodaje też lat do stażu emerytury, ale do tego wystarczą 3 lata jakiegoś przyjemnego kierunku, a nie całe 5 lat. Może się wydawać, że to pójście po linii najmniejszego oporu. Realia uczelni wyższych w Polsce nie pozostawiają jednak złudzeń odnośnie ich skuteczności w przekazywaniu wiedzy. Okazuje się, że niestety, ale – tak jak zostało to poruszone w audycji – umiejętność samokształcenia to podstawowa forma funkcjonowania każdej osoby w dzisiejszym społeczeństwie. Nie bez powodu nazywanym przecież INFORMACYJNYM, gdyż informacja pędzi obecnie jak gepard przez sawannę. Do złapania takiego geparda potrzeba dużej elastyczności, a nie tylko utartych schematów. Oczywiście takie twierdzenia plasują mnie na rubieżach jakiejkolwiek dyskusji. Najprawdopodobniej z łatką “leniwy”. Na swoją obronę dodam, że wiele kursów na Udemy czy Courserze oferuje za 40 zł lepszy program nauczania przedmiotu niż niejeden z prestiżowych uniwersytetów. Nie wspominam już o tym, że możemy dobrać kurs do własnych potrzeb. Całe szczęście coś pęka w tym dyplomowym murze i coraz rzadziej padają pytania o ukończoną szkołę wyższą. Za eksperta nie uchodzi już ten, kto zrobił piątą podyplomówkę, a bardziej osoba potrafiąca wykazać się konkretnymi publikacjami, udziałem w konferencjach i obecnością w przestrzeni publicznej.


Drugie pytanie, jakie padło, dotyczyło tego, czy mamy trudniej od poprzedniego pokolenia, czyli naszych rodziców. Nasi rodzice to przeważnie dzieci tzw. przełomu i socjolożka zaznaczyła, że chodzi o obecnych 40- i 50-latków, którzy przeważnie mają podobne doświadczenia co ich dzieci i raczej powinniśmy porównywać sytuację młodych do jeszcze jednego pokolenia wstecz – dziadków. Tutaj z kolei się nie zgodzę. Przełomów było kilka i w krótkich odstępach czasu. Widać to wyraźnie, gdy popatrzymy na dzisiejszych 20-latków, 25-latków i 30-latków. Bardzo często dzieli ich o wiele więcej różnic i nie bez powodu rozróżnia się pokolenia X, Y, Z i C. Kolejne nowe technologie burzyły kolejne mosty pomiędzy grupami społecznymi.


Moment wprowadzenia Internetu do powszechnego użytku definiuje, jak dobrze dana osoba radzi sobie w świecie metafizycznym (online) i jak szybko odnajduje się w nowych mediach. Taki przeskok w stosunku do starszych o 30 lat rodziców, którzy nie mają z tym kontaktu W OGÓLE, może uniemożliwiać jakiekolwiek miarodajne porównania między nimi. Ogromna liczba nowych sytuacji uniemożliwia faktyczne wychowywanie i przygotowanie do aktualnych wyzwań. Jak się do nich przygotować, gdy co chwilę pojawiają się nowe? Można pójść tutaj o krok dalej. Niejednokrotnie to starsze pokolenie nie radzi sobie z postępem i wpada w sidła uzależnień od Internetu lub pada ofiarą dezinformacji.


Czy młodzi mają więc trudniej w stosunku do swoich rodziców? Bardzo ciężko odpowiedzieć jednoznacznie. Z jednej strony tak – słusznie wskazano w rozmowie, że obecne pokolenie wychowuje się samo. Uczy się bardzo szybko, wyciąga wnioski, jest ostrożne w stosunku do każdej informacji. Mam też wrażenie, że niechęć młodych do krytycznych dyskusji zaznaczona w audycji jako negatywne zjawisko (bez głębszego wyjaśnienia) ma swoje źródło w tej różnicy pokoleń. Rodzice bardzo często podważają sens wyborów dzieci, nie rozumieją współczesnych problemów i nie uczestniczą w tej samej przestrzeni. W efekcie młodym krytyka kojarzy się nie z dyskusją, tylko z próbą wywalczenia sobie autorytetu. W wielu rodzinach to główna metoda “rozwiązywania sporów” (to tylko moja hipoteza).


Jednak to, co w oczach rodziców jest zagrożeniem i niezrozumiałą fanaberią, w rękach młodych osób jest bardzo często narzędziem, za którego pomocą osiągają sukcesy. Internet, uchodzący za wręcz biblijny zakazany owoc poznania, potrafi tak naprawdę dostarczyć odpowiedzi na każde pytanie i jest w zasięgu ręki. To ogromna skarbnica wiedzy, w zasadzie darmowa, którą każdy ma w kieszeni. Daje też dostęp do niezliczonej liczby kontaktów. Wszystkie światowe rynki w zasięgu kliku.


Innym narzędziem młodego pokolenia są gry komputerowe – najdoskonalsze medium, do którego mamy obecnie dostęp. Wirtualna przestrzeń, która za każdym razem może wyglądać zupełnie inaczej, dostarczać innych wrażeń i emocji, uczyć nowych rzeczy. W przeciwieństwie do telewizji czy książki gra daje możliwość czynnego uczestnictwa w sztuce. Często też jej współtworzenia. Gra jest eskapistyczna, otwiera nam drzwi do innego świata, gdzie wiele współczesnych problemów można rozwiązać, wcielając się w wyobrażoną postać. Sam nie wiem, jak wieloma aspektami gry mnie zainteresowały (choćby muzyką ambientową), ile nauczyły (obsługa mapy, orientacja w terenie) i ile razy potrafiły pokazać, że jeszcze wiele jest do osiągnięcia. Nie wspomnę o kooperacji i wspólnym graniu. (Wnioski o grach zawdzięczam Krzysztofowi M. Majowi. Polecam tego krytykanta – https://twitter.com/krzysztofmmaj). Takich rzeczy jest dużo więcej.


Za technologicznymi i kulturowymi dobrodziejstwami XXI wieku idzie oczywiście niezliczona liczba zagrożeń. W erze globalnej wioski, gdzie wszystkie naczynia są połączone, niezwykle trudno zachowywać się racjonalnie. Świadomość ogromnej liczby zmiennych napawa niepewnością. Warunki ekonomiczne nie pozwalają na kupno mieszkania. Na rynku pracy po 2 latach na stanowisku w korpo zyskujesz status seniora i kończą się Twoje perspektywy. Po 5 latach wszyscy zastanawiają się “co Ty w tej firmie tak długo robisz?”. Może jesteś przegrywem? Media społecznościowe nie dają spać w nocy, bo ktoś ma dużo lepiej i myślisz, czy to z Tobą jest coś nie tak. Upadają autorytety (czasami i dobrze). Nieustannie napędzana jest konsumpcja. Świat to jeden wielki wyścig.


Wszystko to składa się na kolorową mozaikę życia młodej osoby, która musi funkcjonować, dzierżąc w rękach zazwyczaj jedynie przestarzałe rady starszego pokolenia. Tutaj dochodzę do momentu, gdzie chętnie zadzwoniłbym do swoich rodziców. Podejrzewam, że usłyszałbym to samo. Że oni też nie mieli sielankowo. Że zmiana systemu, hiperinflacja, bezrobocie. I ostatecznie, wzruszając ramionami, będę musiał dalej odpowiadać dyplomatycznie – “każdy ma prze*ebane”.


Wywiad był dużo dłuższy i na tyle mi się spodobał, że resztę tematów poruszę w kolejnym wpisie. Podsumowaniem wywiadu miały być rady. Z taką myślą zakładałem tego bloga. Skończyło się na “NIE WIEM” i tym razem też wolałbym tak odpowiedzieć. Z bardzo prostej przyczyny. Nie wiem, jak masz żyć, drogi młody człowieku. Ja Ci tego nie powiem i nie daj sobie wmówić, że ktoś ma na to pytanie prostą i zgrabną odpowiedź. Szukaj. Spróbuj znaleźć swoją ścieżkę. Korzystaj z doświadczeń innych, ale patrz szerzej i dalej. Wychodź pudełka, myśl out of the box. Może znajdziesz tam coś dla siebie. Trzymam kciuki.

 

Link do audycji:

 

https://www.rmf24.pl/news-czy-mlodzi-maja-dzisiaj-trudniej-niz-mieli-ich-rodzice-socjo,nId,6071588#crp_state=1